krzesło bumerang, metamorfoza
DEKORACJE,  METAMORFOZY,  NIEzapomniane krzesła nie tylko PRL

O DWÓCH TAKICH CO DOSTALI DRUGIE ŻYCIE – metamorfoza krzeseł bumerang

Długo rozmyślałam nad tym, jak odnowić jedne z najbardziej popularnych krzeseł okresu PRL. Zadanie mogło wydawać się dziecinnie proste, jednak dla mnie okazało się dość trudne. Zanim zabrałam się za rekonwalescencję owych pacjentów, przejrzałam dziesiątki, jeśli nie setki poradników o dizajnerstwie, tapicerowaniu oraz blogów o renowacji mebli. Internet okazał się skarbnicą wiedzy z zakresu mebli i dekoracji, które wydała epoka PRL-u. Moją uwagę zwróciło głównie zestawienie kolorów i barw drewna. Królowały odcienie szarości, błękitu i zieleni skomponowane w najróżniejszych odcieniach drewna od jasnego buku po ciemny dąb. Masa przeróżnych różności powodowała jeszcze większy zamęt w mojej głowie. Brak decyzji utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że trzeba działać. Reszta przyjdzie sama! 

Kto Ty jesteś…?

Zwą mnie krzesłem Bumerang, typ t-0/200/157/B. Pochodzę z Gościcińskiej Fabryki Mebli. Pierwotnie zostałem wykonany z drewna bukowego i wykończony na bezbarwny połysk. Mój okres powstania szacuje się na lata sześćdziesiąte. Przynajmniej, tak podają źródła internetowe. Jestem jednym z kilku modeli, które powstawały w tamtym okresie. Różnimy się detalami: kształtem podparcia, wykończeniem siedziska czy wielkością poprzeczek. Spośród kilku modeli Bumerangów jestem prawdziwym brylantem, rzadkim okazem, na temat którego nie znajdziesz prawie żadnej informacji. Jeżeli chcesz poznać o mnie więcej szczegółów, zapraszam na ciąg dalszy postu.

Bezpłatnie zaprenumeruj mój blog w kolumnie po prawej stronie ð

krzesła przed, metamorfoza

krzesła przed, metamorfoza

 

Ta para krzeseł trafiła do mnie całkiem przypadkiem, specjalnie o nie nie zabiegałam. Otrzymałam je „w spadku” od rodziny z zamysłem, że kiedyś przyjdzie na nie czas. Traf chciał, że pora przyszła naprawdę szybko. Moim celem była wymiana krzeseł przy stole kuchennym. Wcześniejsze krzesła, które nie zostały jeszcze wymienione od czasu przeprowadzki (jakieś dwa lata temu), były bardzo toporne i z racji swojego wyglądu, bardziej pasowały do biura, niż przytulnej wiejskiej kuchni. 

Oba krzesła były naprawdę w dobrym stanie. Z informacji, które otrzymałam, krzesła przeszły już kiedyś (pod koniec lat 90′ ubiegłego wieku) wymianę gąbki i materiału na siedzisku. Na pierwszy rzut oka można było dostrzec drobne rysy, zadrapania, ubytki, które bez problemu dało się naprawić. Szybko jednak przekonałam się, że była to zbyt pochopna opinia. Po głębszej analizie, stelaż jednego z dwóch egzemplarzy wzmocniony był na ramie gwoździami, które świeciły niczym gwiazdy na niebie. Sama konstrukcja i poprzeczki nie były stabilne i wymagały ponownego sklejenia. Siedzisko zostało zamocowane do poprzeczek za pomocą pospolitych, czarnych wkrętów w nowych miejscach, tworząc kolejne niepotrzebne dziury w ramie. W jednym z oparć brakowało zaślepek, ale to akurat nie stanowiło problemu, bo planowałam demontaż oparcia, więc zaślepki i tak musiały być usunięte. Jak to bywa ze starymi, nieużywanymi przedmiotami, Bumerangi były zakurzone i brudne. Przede wszystkim wymagały porządnego wyszorowania.

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

 

Jak to rozłożyć?   

Krzesła Bumerang, przynajmniej w mojej opinii, nie należą do mocno skomplikowanych krzeseł pod względem konstrukcji. Wszystkie połączenia ramy z poprzeczkami wykonano na wpust (czop) i gniazdo. Rama krzesła została połączona w bardzo dekoracyjny i w charakterystyczny dla tego modelu, sposób. Sposób, który jest niepowtarzalny dla wszystkich modeli Bumerangów. Obie ramy: ramę oparcia i ramę siedziska połączono śrubami zamkowymi, a ukryte w oparciu połączenie z ramą, wkrętami z łepkiem płaskim.

Zaczęłam od odkręcania wkrętów przytrzymujących siedzisko i śrub zamkowych. Demontaż konstrukcji ramowych był kwestią wyjęcia czterech starych, skorodowanych śrub, których odkręcenie wymagało zastosowania WD-40 (Cola za droga 😀 ). Przed odkręceniem oparcia musiałam pozbyć się zaślepek, które ku mojemu zaskoczeniu, właściwie same wyskoczyły z oparcia! Najwyraźniej klej, pod wpływem czasu przesłał już działać. Starą tkaninę na siedzisku usunęłam po wyjęciu zszywek, najpierw przy pomocy koziej nóżki, a następnie kombinerek.

Przed rozbiciem drewnianej konstrukcji, dokładnie obejrzałam każde połączenie. W obu egzemplarzach poprzeczki trzymające siedzisko, odchodziły od ramy. Poza jednym miejscem, które – o zgrozo! – wyłamało się w trakcie ostukiwania ramy. Zanim rozbiłam dekoracyjne poprzeczki łączące nogi, najpierw musiałam je potraktować kilkukrotnie gorącą wodą, aby klej puścił. Wszystkie połączenia, które chociaż odrobinę drgały podczas mojego poruszania, postanowiłam rozbić i skleić od nowa. Najpierw jednak usunęłam resztki starego kleju z gniazd i czopów. Muszę przyznać, że ten etap przysporzył mi najwięcej problemów.

Na koniec, konstrukcję porządnie wyszorowałam ciepłą wodą z mydłem potasowym. Pozostawiłam całość na noc do wyschnięcia. 

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

 

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

O nieeeeeeeeeeeee!

Nic nie zapowiadało, że w jednym z krzeseł poprzeczka nagle zrobi mi figla i podczas rozbijania konstrukcji, pozostanie w gnieździe. Zanim zabrałam się za rozbijanie drewnianych elementów gumowym młotkiem, każde połączenie polewałam gorącą wodą, aby klej zrobił się miękki i łatwo „puszczał”. Wiedziałam, że owa poprzeczka jest nadłamana i trzeba będzie ją skleić. Nie spodziewałam się jednak, że skończy się to na takiej awarii. Plan był taki, aby wykorzystać bukową kantówkę z innego bezużytecznego krzesła. Na wzór starej poprzeczki stworzyłam nową, może nie tak idealną jak pierwowzór, ale grunt, że idealnie spełniała swoje zadanie.

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

Pozostawić czy nie?

Na to pytanie musiałam sobie odpowiedzieć, kiedy po zdjęciu materiału z siedziska, moim oczom ukazała się pianka tapicerska w całkiem niezłym stanie. Pianka w obu egzemplarzach nie miała większych rozdarć oraz trzymała się sklejki naprawdę zaskakująco mocno. Nie była zgnieciona i w dalszym ciągu zachowywała sprężystość jak za dawnych lat. Postanowiłam zaryzykować i nie wymieniać jej na nową. Planowałam całość obić owatą, aby zabezpieczyć tkaninę przed drewnianą konstrukcją. W innym wypadku mogło to się skończyć przetarciami lub nawet rozdarciem nowej tapicerki, a tego na pewno nie chciałam.

Wybór koloru tkaniny uzależniony był od tego w jakiej formie pozostawię oczyszczoną konstrukcję drewna. Już w trakcie oczyszczania wiedziałam, że chcę pozostawić naturalny kolor buczyny, zabezpieczając ją jedynie bezbarwnym woskiem. Zależało mi, aby jasna buczyna fajnie współgrała z tkaniną, ale jednocześnie całość nie była nudna i mdła. Wybrałam materiał tkany, dość gruby, w pastelowym, ciepłym kolorze. Największą trudność sprawiło mi odpowiednie ułożenie tkaniny na narożnikach. Siedzisko było dość specyficzne, z dwoma listewkami na końcach, które prawdopodobnie miały zapobiegać przesuwaniu się sklejki na poprzeczkach. I to właśnie na tych listewkach, ułożenie tkaniny wymagało największej dokładności. Spód siedziska zakryłam czarną włókniną.

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

Ciepły odcień buczyny 

Część kruszącego się lakieru została usunięta w trakcie polewania połączeń gorącą wodą (w trakcie rozbijania konstrukcji). Wysoka temperatura spowodowała, że lakier nabrał białego koloru i zmiękł. Jego resztki usunęłam szpachelką. Była to jednak mała kropla w morzu potrzeb. Po dokładnym wyschnięciu drewnianej konstrukcji, rama oparcia oraz nogi, które zostały wcześniej przeze mnie rozebrane na części pierwsze, poszły do sklejenia, a w tym czasie zabrałam się za oczyszczanie pozostałych elementów.

Do oczyszczenia wstępnego wykorzystałam różnego kształtu cykliny. Prostokątne, wypukłe, wklęsłe, zaokrąglone. Każda odegrała tutaj rolę pierwszorzędną. Oczyszczanie cykliną wymagało odrobinę siły i mnóstwo samozaparcia. W niektórych miejscach zdzieranie lakieru szło bardzo opornie i wtedy najczęściej do akcji włączała się szlifierka lub papier ścierny grubszej granulacji. Okazało się, że pod wierzchnią warstwą, buczyna nabrała ciepłego koloru (może pierwotnie krzesło było jednak zabarwione?). Mogłam szlifować do momentu, aż odkryje się całkowicie surowa buczyna lub pozostawić ten kolor. Postawiłam na odrobinę ekstrawagancji i zostawiłam oczyszczanie na tym etapie.

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza

krzesło bumerang, metamorfoza krzesło bumerang, metamorfoza

Czary mary… a kysz!

Nadszedł ten długo wyczekiwany dzień i w końcu mogłam konstrukcję złożyć w całość. Prawdopodobnie podczas odnawiania zupełnie innego krzesła, ponumerowałabym (lub w jakikolwiek innych sposób oznaczyłabym) wszystkie elementy, tak, aby nie mieć problemu ze złożeniem konstrukcji w całość. W tym przypadku było inaczej. Krzesła Bumerang są na tyle specyficznymi krzesłami, jeżeli chodzi o stelaż, że o każdej porze dnia i nocy, byłabym w stanie połączyć elementy w całość. I chwała za to Temu, kto je zaprojektował.

Oszlifowane i oczyszczone z pyłu elementy, skleiłam przy użyciu kleju do drewna, uważając przy tym, aby dokładnie usunąć nadmiar wypływającego kleju. Aby dokładnie docisnąć sklejane elementy, zastosowałam ściski stolarskie, wielkie jak kobyły. Jak oka w głowie strzegłam zasady, że pomiędzy sklejanym drewnem, a ściskiem należy włożyć dodatkową, ochronną deseczkę. Całą konstrukcję pozostawiłam na kilkanaście godzin do pełnego utwardzenia kleju.

Ale to nie koniec historii. Jeżeli chciałam cieszyć się długo moimi perełkami, musiałam zastosować środek na drewnojady w miejscach, w których dostrzegłam „obce” kanaliki. A kysz wszelkie robactwo i drewnojady! Być może część z nich, lub wszystkie, były już nieaktywne. Jednak wolałam się o tym nie przekonywać w późniejszym czasie i prewencyjnie zaaplikowałam środek do każdej podejrzanej dziurki. Prepart musiałam pozostawić do wyschnięcia. I tak krzesełko sobie schło… i schło… i schło… I w końcu wyschło…

drewnojady, środek do usuwania

drewnojady, środek do usuwania

sklejanie konstrukcji

sklejanie konstrukcji

sklejanie konstrukcji

Opowieści jeszcze ciąg dalszy…

W tym wszystkim nie przewidziałam jednej podstawowej rzeczy. Nienaturalny odcień buczyny, który sobie wymyśliłam, wymusił na mnie przeprowadzenie eksperymentu z różnymi kolorami szpachli. Szpachlówka w odcieniu czystego buku, okazała się zbyt jasna, o czym przekonałam się zbyt późno… no cóż, podobno człowiek uczy się na własnych błędach. Na szczęście błąd ten udało mi się ukryć pod siedziskiem, więc na pierwszy rzut oka nie dostrzega się żadnej różnicy. A czy Ty coś dostrzegłeś? Ja tam nic nie zauważyłam.

Podczas wypełniania ubytków wpadłam na pewien genialny pomysł. Jeżeli użyjemy zbyt dużo szpachli na jeden raz, możemy czekać bardzo długo na jej wyschnięcie. Bardzo często też pęka. Tak więc postanowiłam dziurki na wylot po wspominanych już wkrętach, które trzymały siedziska, najpierw wypełnić wykałaczkami, a pozostałą dziurkę zaszpachlować. W taki sposób „zacerowałam” wszystkie dziurki w obu egzemplarzach. Pozostałe ubytki, które nie były dość głębokie, zaszpachlowałam na raz i zaczekałam kilka godzin do pełnego wyschnięcia. Na koniec pozostało mi jeszcze zeszlifowanie całej drewnianej konstrukcji i voilà – krzesełko gotowe do woskowania!

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

ubytki, szpachlowanie

 

Cel: idealny połysk!

Przyznam się bez bicia, że woskowałam pierwszy raz w życiu. I w pierwszym odczuciu uważam, że to świetna zabawa! Po otworzeniu puszki wosku, z ogromną ostrożnością zapoznałam się, na pierwszy rzut oka, z dziwną mazią, która trochę z wyglądu przypominała wazelinę. Charakterystyczny zapach parafiny (to chyba była parafina?) rozszedł się po całym pomieszczeniu. Nie sposób było jej nie czuć, ale był to zapach bardzo przyjemny dla nosa.

Pierwszą warstwę wosku zaczęłam nanosić zgodnie z instrukcją na opakowaniu, za pomocą wełny stalowej nr 000. Jednak szybko pożałowałam tej decyzji. Okazało się, że wełna stalowa zaczęła się sklejać, co doprowadziło do jej kruszenia i brudzenia drewna na szaro. Myślę, że do tego celu najlepiej sprawdziłaby się porowata gąbka, która z jednej strony nie pochłonie za dużo wosku, a z drugiej strony będzie fajnie rozprowadzać wosk po drewnie. Na pierwszy ogień poszła porowata ściereczka kuchenna. Nadawała się i do nanoszenia wosku i do polerowania. Całość konstrukcji zawoskowałam zgodnie z instrukcją dwukrotnie, z przerwą 4-5 godzinną na wyschnięcie. Każdą warstwę starannie wypolerowałam. Wosk sprawił, że zbyt jasna szpachlówka znacznie przyciemniała i nabrała koloru zbliżonego do mojego drewna (hurrra!). Złożenie całej konstrukcji krzesła zaplanowałam na kolejny dzień, aby wosk spokojnie mógł się wstępnie utwardzić.

woskowanie

woskowanie

woskowanie

 

Gotowe!

Ja, samouk, bez żadnego doświadczenia, odnowiłam swoje pierwsze w życiu krzesło. Nie ważne, że pełne było niedoskonałości i wad, powstałych w wyniku braku wspomnianego doświadczenia. Nie ważne, że pokaleczyłam sobie przy tym dłonie, w wyniku nieprzewidzianych czynności, które przecież mogłam przewidzieć. Nie ważne, że trochę tu i trochę tam wystawało. Ważny był widok mojego pierwszego odnowionego Bumeranga, który zachwycał swoim urokiem i prostotą. Jeżeli, Kochany Czytelniku, jeszcze się zastanawiasz, lub boisz się zabrać za odnowienie swojego staruszka, który stoi w kącie w Twoim domu i czeka… to mam ogromną nadzieję, że ten wpis ośmieli Cię do działania. To naprawdę nic trudnego. To na prawdę nie wymaga strasznych nakładów finansowych. Jedynie czego potrzebujesz to odrobinę czasu i chęci.

Co za emocje towarzyszyły mi, kiedy zabrałam się za złożenie pierwszego krzesła w całość! Każdą śrubkę wkręcałam z niezwykłą starannością, zachwycając się efektem końcowym. Po każdej śrubce, dźwięk fanfar stawał się coraz głośniejszy. To było w zasięgu mojego wzroku. Już widziałam je w całości. Ale zaraz zaraz. Zapomniałam jeszcze o oparciu…

No tak, oparcie. Wymagało przykręcenia, a wkręty wymagały zaślepienia. Czekała mnie jeszcze drobna zabawa z zaślepkami. Musiałam je zeszlifować, ponieważ na moje potrzeby, były za grube i wystawały mocno poza oparcie. Zaślepki umocowałam w otworkach na klej do drewna, a całość wykończyłam woskiem dopiero na drugi dzień, po wyschnięciu i wyszlifowaniu oparcia. Drobne braki przy zaślepkach uzupełniłam szpachlówką do drewna przed woskowaniem. Pierwsze krzesło Bumerang było skończone. Zajęło honorowe miejsce w naszej kuchni. Czy efekt końcowy jest powalający? Czekam z niecierpliwością na Twoją ocenę.

  montaż

montaż

montaż

montaż


montaż

montaż

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

 

 

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

metamorfoza

 


Znajdziesz mnie również w mediach społecznościowych, które będę cały czas rozwijać. Zasubskrybuj koniecznie kanał YT, polub FB i obserwuj na IG – dziękuję. Kanał YT: Fanpage FB:
Instagram:

To wszystko. Mam nadzieję, że się Wam podobało. Dacie mi o tym znać w komentarzach pod spodem? Na każdy odpowiem. Pozdrawiam.

Zobacz też: Półka na przyprawy ze starej dechy

półka na przyprawy, odnawianie mebli, metamorfoza mebli, renowacja

Podpis

Mam szczerą nadzieję, że będziesz zaglądać częściej na staryfotel.pl
Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o mnie? Zapraszam na stronę O mnie

8 komentarzy

  • Maciej Latałło

    Super. Mam właśnie na tapecie Bumeranga, tyle, że z tapicerowanym oparciem. Długo się męczyłem ze szlifowaniem, najpierw poszła w ruch szlifierka uniw. typu delta, potem opalarka. Krzesło zostało wcześniej potraktowane jakąś lakierobejcą, którą koniecznie należało usunąć. Ale już jestem bliżej niż dalej 😉

    • Stary Fotel

      Bumerang z tapicerowanym oparciem to musi być ciekawy model:) To musiał być na prawdę koszmar, skoro w ruch poszła aż opalarka. Mam nadzieję, że podzielisz się ze mną efektem końcowym 🙂 Pozdrawiam cieplutko

  • Michał

    Wyglądają pięknie 😍 jestem zafascynowany tymi blogami. Mam kilka starych krzeseł, już nie używanych, ale towarzyszyły mi, i mojej rodzinie od wielu lat. Ja odrabiałem na takim swoje pierwsze lekcje, kiedyś mama, więc trochę mają, a teraz stoją same w stodole, i mi ich szkoda. Koniecznie muszę się kiedyś za nie zabrać. Może coś się uda 😅

    • Stary Fotel

      Uwielbiam takie historie! 🙂 Są motywacją, aby uchronić takie meble przed wyrzuceniem lub spaleniem. Mam nadzieję, że dasz im drugą szansę i koniecznie podzielisz się ze mną efektem końcowym. Czekam z niecierpliwością 🙂 Pozdrawiam

  • Mira

    Fajna stronka, ciekawie opowiadasz o swoich pracach. Masz talent w rękach i masz dwie prawe a ta lewa gdzieś się zapodziała na tej wsi :). W ogóle fajna kobietka z Ciebie, będę chętnie zaglądać tutaj bo sama choć nie mam takich umiejętności i takiej cierpliwości to bardzo lubię rękodzieło oraz pomysły związane z wystrojem wnętrz. A krzesełka są super, udały się w 100 %. Pozdrawiam serdecznie

  • Barbara

    Piękna metamorfoza, dużo pracy i dokładności wymaga nadawanie drugiego życia „starociom”, liczę na kolejne wpisy i przemiany, pozdrawiam złota rączkę 😄

Zostawisz komentarz? Byłoby miło...

%d bloggers like this: